Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Najwyższy Czas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Najwyższy Czas. Pokaż wszystkie posty

O „chwilowo nieczynnym” obozie w Oświęcimiu

Autor: Unknown on środa, 22 stycznia 2014

Ajajajajajajaj! O czym tu pisać na warszawskim bruku, jak żuk po uszy siedząc w muchotłuku? To nie są żarty – o czym wspominał w swoim czasie Waldemar Łysiak, cytując opinię pewnego autora o dziennikarzach, że ich praca przypomina wypróżnianie się na rozkaz. To jest znacznie trudniejsze, niż by się wydawało; pamiętam, że podczas pobytu w stanie wojennym na tzw. dołku w komendzie MO przy ulicy Malczewskiego w Warszawie byliśmy rano wyprowadzani do wychodka całą celą, dyżurny profos tak nas popędzał, jakby za chwilę miał nastąpić koniec świata, więc zdarzało się, że ten i ów nie zdążył i potem mordował się przez cały dzień aż do wieczora, kiedy to wypuszczano nas po raz drugi. A przecież produkcja duchowa, zwłaszcza uchodząca za natchnioną, jest znacznie trudniejsza niż fizjologiczna, szczególnie w sytuacji, gdy w dyskursie publicznym mnożą się tematy tabu. A z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia w naszym nieszczęśliwym kraju – na co składa się szereg zagadkowych przyczyn.


Chodzi o to, żeby nikomu się nie narazić, zwłaszcza Mocom, przed którymi każde kolano się zgina niczym dziób pingwina. W koszmarnych czasach sanacji Julian Tuwim natrząsał się z tego powodu z Adolfa Nowaczyńskiego, czego to on by nie napisał – na przykład „Że w „Gazecie Parszawskiej”/ To aż śmierdzi od żyda./ A ta rybka z cebulką/ To po prostu – Elida!…”. Niestety! „Lecz choć świerzbi go pióro,/ A serduszko aż puchnie/ Nie napisze nic o tym,/ Bo nie wolno Aduchnie”. Ale co tam narzekać na koszmarne czasy sanacji, kiedy w porównaniu z naszą młodą demokracją to jeszcze był sam cymes.


Na przykład Słonimski twierdzi, że wtedy wisiała w powietrzu „mgła romantyczności” i „jeszcze się przed cenzorskim nie trzęsły obliczem łazienkowskie satyry”. Teraz to co innego – wprawdzie wolno pisać o „matce Madzi”, dyskutować „o różnicy między przodkiem a tyłkiem czy o budowie cudnej tronu monarszego, jego poręczach słodkich i nogach sprawiedliwych”, podczas gdy na każdy inny temat, nawet niekoniecznie „kontrowersyjny”, ale jakiś taki nie zatwierdzony, lepiej nie zabierać głosu, bo na każdego nieostrożnego czyhają ormowcy politycznej poprawności i jeden przez drugiego donoszą Gdzie Trzeba. Toteż coraz więcej kolegów-dziennikarzy pisze o sobie, to znaczy nie tyle o sobie samym, co o sobie nawzajem, a bardziej ambitni przeprowadzają nawet ze sobą tak zwane „rozmowy niezależne”, z czego a contrario wynika, że muszą być też „rozmowy zależne” – chociaż ma się rozumieć, nikt się z tym specjalnie nie afiszuje.


Od czego jedne są niezależne, a drugie zależne – tajemnica to wielka, osłonięta mgłą w pierwszorzędnym gatunku, co wskazywałoby na wpływ wspomnianych Mocy.


Czymże innym na przykład, jeśli nie respektem dla Mocy, wytłumaczyć fakt, że niezależne media głównego nurtu nabrały wody w usta w sprawie uchwalonej 10 stycznia ustawy legalizującej tzw. bratnią pomoc? Wprawdzie cenzury już „nie ma”, podobnie jak Wojskowych Służb Informacyjnych czy izraelskiej broni jądrowej, ale wszyscy skądś przecież wiedzą, o czym wolno, a o czym pod żadnym pozorem nie wolno nawet pisnąć. Toteż kiedy na takiej bezwodnej pustyni ktoś wreszcie napisze coś krwistego, ścierwniki zlatują się z najdalszych stron i używają, ile dusza zapragnie!


Oto kiedy tylko na portalu Prawy.pl napisałem o „chwilowo nieczynnym” obozie w Oświęcimiu, natychmiast wypatrzył to argusowym okiem niejaki pan Przemysław Wiszniewski i na portalu www.facejew.pl opublikował smakowity donos treści następującej:


„Michalkiewicz we wpisie zatytułowanym »Zdrada, panowie zdrada« ocenił, że jazgot Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy sprzyja przykryciu kłopotliwej prestiżowo dla naszych Umiłowanych Przywódców sesji, jaką izraelski Kneset wyznaczył sobie w chwilowo nieczynnym obozie zagłady w Oświęcimiu. (…) W związku z tym FaceJew domaga się od organów ścigania właściwych dla miejsca zamieszkania sprawcy, aby podjęły czynności sprawdzające w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa z artykułu 256/257 kodeksu karnego, tj. publicznego propagowania faszystowskiego ustroju państwa lub nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych oraz publicznego znieważania grupy ludności z powodu jej przynależności narodowej”.


Dalej pan Wiszniewski charakteryzuje moją sylwetkę jako „kreaturę” i „łajdaka”, a moją publicystykę, jako „wypociny” – ale to już są tylko takie ozdobniki merytorycznego uzasadnienia donosu. Cóż można o tym powiedzieć? Tylko tyle, że „logiki nie ma”, niczym w anegdotce z 1968 roku o Aaronku. Z internetu dowiedziałem się, że pan Wiszniewski jest „specjalistą” w TVP Polonia, a dla rozmaitości na wspomnianym portalu zajmuje się „wyszukiwaniem i kolekcjonowaniem przeróżnych cymesów, związanych z szeroko pojętym światem żydowskim”. Dodam tylko, że nie jest w tym odosobniony, bo amatorów „cymesów” jest z roku na rok coraz więcej, zwłaszcza kiedy powstał zespół HEART, mający na celu „odzyskiwanie mienia żydowskiego w Europie Środkowej”.


Kiedyś amatorzy „cymesów” w osobie pani Magdaleny Tulli i Sergiusza Kowalskiego załapali się na forsę z Ambasady Królestwa Niderlandów i wypichcili książkę pod tytułem „Zamiast procesu”, w której pooskarżali o „antysemityzm”, kogo się tylko dało – nie tylko mnie, czy JEm. Prymasa Glempa, ale nawet naszego korespondenta z Tel Awiwu, Katawa Zara. Podejrzewam, że współcześni kolekcjonerzy liczą, że kiedy już „mienie” zostanie „odzyskane”, to oni też dostaną jakieś okruszki ze stołu pańskiego.


Tym właśnie tłumaczę sobie pryncypialną demonstrację pana red. Terlikowskiego, który najpierw opublikował mój komentarz we „Frondzie”, a potem nie tylko się od niego patetycznie „odciął”, ale w dodatku natychmiast pobiegł wyspowiadać się w „Gazecie Wyborczej”, gdzie złożył też deklarację lojalności wobec Izraela. Taka to ci „Fronda” – „poświęcona” stręczeniu „judeochrześcijaństwa” mniej wartościowemu narodowi tubylczemu. W przypadku pana Wiszniewskiego potwierdziła się w dodatku trafność spostrzeżenia Antoniego Słonimskiego, że jak już ktoś nauczył się pisać, to nie czyta.


Gdyby pan Wiszniewski prawidłowo czytał, to nie przypisałby memu komentarzowi tytułu „Zdrada, panowie zdrada”, bo prawdziwy tytuł brzmiał: „Zdrada panowie, ale stójcie cicho”. Wspominam o tym, bo pani Joanna Apelska w internetowym wydaniu tygodnika „Wprost” powtarza ten błędny tytuł, co pokazuje, skąd zrzynała, nie zadając sobie nawet trudu zajrzenia do oryginału. Ale to wszystko są drobiazgi w porównaniu do przyczyny tego zamieszania. Z donosu pana Wiszniewskiego oraz pokajanija pana red. Terlikowskiego wynika, że nie zgadzają się oni ze sformułowaniem, iż obóz w Oświęcimiu jest „chwilowo nieczynny”. Czyżby uważali, że jest czynny? W „wolnej Polsce”? Ładny interes!




wiecej
More aboutO „chwilowo nieczynnym” obozie w Oświęcimiu

Podatek audiowizualny również na media prywatne! Danina pobierana od każdego adresu pocztowego!

Autor: Unknown

Bogdan Zdrojewski, który zamierza obłożyć powszechnym podatkiem audiowizualnym możliwość odbioru programu telewizyjnego i radiowego, zdradził kolejne szczegóły planu kupienia, tzn. wsparcia artystów, ludzi kultury itp. W rozmowie z PAP zasugerował optymalny sposób ściągania daniny.


– Z mojego punktu widzenia najbezpieczniejszym sposobem jest pobieranie opłaty od każdego adresu pocztowego. To także sposób najprostszy, bo niezawodny w odniesieniu do osób fizycznych i podmiotów prawnych – zadeklarował szef resortu kultury. Oznacza to, że niektórzy (np. posiadający więcej niż jedną nieruchomość, prowadzący działalność gospodarczą itp.) zapłacą podwójnie za usługę, z której mogą nigdy nie skorzystać.


Polityk puścił także oko w kierunku mediów prywatnych. – Uważam, że w pierwszym roku obowiązywania opłaty audiowizualnej minimum 10 procent dochodów z niej powinno być przeznaczone na dofinansowanie programów misyjnych realizowanych przez podmioty prywatne – np. TVN, Polsat, prywatne radia etc. Ta kwota w przyszłości powinna być zwiększana. Górny pułap powinien zostać określony w odrębnej decyzji KRRiT – zapowiedział minister.


O pomyśle wyłożenia forsy przez podatników na media prywatne informowaliśmy na nczas.com już we wrześniu minionego roku. Kilka miesięcy temu ustaliliśmy, że jeden z projektów ministerialnych zakłada przekazywanie części pieniędzy z podatku do nadawców komercyjnych, którzy wykażą się dostateczną spolegliwoś… – tzn. misyjnością.


Jak widać, pomysłu nie porzucono. W centrum tego wspaniałego mechanizmu korumpowania dziennikarzy ma się znaleźć Fundusz Misji Publicznej. To jego władze rozpatrywałyby prośby o dofinansowanie poszczególnych przedsięwzięć medialnych w TVN, Polsacie itp. Dodatkowa forsa z całą pewnością przyda się prywatnym nadawcom. Zwłaszcza że Donald Tusk zapowiedział rozpostarcie „parasola emerytalnego” nad osobami zatrudnionymi na umowę o dzieło.


W rzeczywistości plan obłożenia składką emerytalną nawet 400 tys. osób ma pomóc podreperować dramatyczną kondycję ZUS. Skoro miliony Polaków udało się ograbić z oszczędności w OFE, to tym bardziej nie powinno być problemu z wyrwaniem skromnego 1,9 mld zł rocznie od ludzi pracujących w tzw. wolnych zawodach (według „Rzeczpospolitej”, Ministerstwo Finansów planuje ściągać 19,52 proc. dochodu od każdej umowy o dzieło!).


Co ciekawe, pomysł – w przewrotny sposób – poparł Janusz Korwin-Mikke. „Wszyscy powinni płacić tyle samo. Do tej pory kolejne rządy stosowały taktykę »dziel i rządź« – i tymi obniżkami kupowały sobie poparcie różnych grup zawodowych: a to górników, a to dziennikarzy, a to żołnierzy. Niech teraz dziennikarze, którzy naiwnie popierali rozmaite partie z Bandy Czworga, zaczną płacić tyle samo. Może zamiast myśleć o podlizywaniu się reżymowi, dojdą wreszcie do wniosku, że trzeba ten ustrój obalić. I że potrzeba radykalnej obniżki podatków dla wszystkich, a nie tylko dla swoich” – napisał na Facebooku nasz publicysta. Pomysł Bogdana Zdrojewskiego otwarcia „misyjnego” koryta dla wpływowych twórców, ludzi kultury itp. może im nieco osłodzić podatkowy drenaż kieszeni (oczywiście w rzeczywistości ozusowanie umów o dzieło uderzy przede wszystkim w najbiedniejszych: mało znanych dziennikarzy, początkujących pracowników sektora IT, studentów, pracowników sezonowych itp.)


Przy okazji warto zdementować doniesienia niektórych mediów (np. portalu wyborcza.biz), jakoby PiS było konsekwentnie przeciwne wprowadzeniu opłaty audiowizualnej. Z dystansem trzeba też spojrzeć na oburzenie daniną sympatyzujących z Kaczyńskim dziennikarzy (np. na portalu wpolityce.pl). Pod koniec sierpnia 2013 roku Jarosław Sellin (PiS) gorąco i publicznie forsował „rewolucyjne zmiany w mediach publicznych”. – Będziemy proponowali inny sposób finansowania (…). Być może opłatę powszechną na wzór niemiecki. Będzie dużo mniejsza niż abonament. Można ściągać poprzez Pocztę Polską, ale możliwe jest też inne rozwiązanie, np. przy opłatach za prąd. To jest trudne, ale prawo takie możliwości dopuszcza. Chodzi o to, żeby media publiczne miały takie finansowanie, żeby można było ograniczyć prawo do emisji reklam. Żeby Polacy zauważyli, że te media są inne – mówił poseł PiS.


Jak czytamy na stronie tokfm.pl, były wiceminister kultury z PiS uznał, że „10-złotowa miesięczna opłata medialna, powszechnie płacona, może sprawić, że media publiczne będą miały solidne wsparcie finansowe i nie będą musiały się tak ścigać z mediami komercyjnymi”.


W razie gdyby społeczeństwo okazało niezadowolenie z powodu kolejnego podatku (to bardzo wątpliwe, ale…), można opór zwalczać programowo i np. tak jak Ministerstwo Edukacji Narodowej, wydać fortunę na „akcje informacyjne”. Jak czytamy w „Rzeczpospolitej”, od 2008 roku do końca ubiegłego ministerstwo to wydało na propagandę ponad 31 mln zł – najwięcej w latach 2010 i 2011, kiedy rząd zachęcał rodziców, by posyłali sześciolatki do szkół. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby podobną kampanię uwrażliwiającą na konieczność wsparcia „misji” publicznej i niepublicznej zorganizować tuż przed przegłosowaniem opłaty audiowizualnej. Spoty telewizyjne, radiowe, a nawet reklamy w internecie pojawiłyby się oczywiście w płatnych pasmach reklamowych mediów, na które ma iść danina. W razie gdyby – jakimś cudem – podatek audiowizualny zaklinował się na etapie procesu legislacyjnego, rząd już posiada doskonałe narzędzie wspierania ulubionych mediów! Z danych zebranych przez Parlamentarny Zespół ds. Obrony Wolności Słowa wynika, że w latach 2008-2012 zarządzane przez PO ministerstwa wydały ok. 125 mln zł na „ogłoszenia i akcje informacyjne w mediach”. Jeśli doliczyć do tego reklamy zamawiane przez spółki skarbu państwa, to może się okazać, że kasa z podatku audiowizualnego to tylko napiwek…




wiecej
More aboutPodatek audiowizualny również na media prywatne! Danina pobierana od każdego adresu pocztowego!

Rząd chce handlu w niedziele

Autor: Unknown

Jak poinformowało Centrum Informacyjne Rządu, rząd PO-PSL negatywnie ocenił poselski projekt ustawy o zakazie handlu w niedziele.


Według Rady Ministrów aktualne regulacje są kompromisowe i godzą interesy pracowników, pracodawców i konsumentów. „Dalsze ingerowanie w system handlu mogłoby oznaczać ograniczenie liczby miejsc pracy dla pracowników zatrudnionych w placówkach handlowych i przedsiębiorstwach współpracujących (hurtowniach, firmach transportowych i dostawczych) oraz punktach usługowych funkcjonujących w centrach handlowych (pralniach, kawiarniach)” – uzasadnia swe stanowisko rząd, szacując, że w wyniku zamknięcia sklepów w niedziele zostałoby zlikwidowanych około 11 tysięcy etatów.


– Część pracowników w centrach handlowych nie jest w stanie odpracować niedzieli w inne dni. Służby sprzątające nie mogą częściej i więcej sprzątać w tygodniu, pracownicy ochrony też nie zwiększą swojej aktywności w inne dni. W branżach, w których nie da się wygenerować więcej pracy w ciągu tygodnia, zakaz prawdopodobnie doprowadzi do redukcji zatrudnienia – mówił w Newseria Biznes Ignacy Morawski, główny ekonomista FM Bank PBP. – Na krótszą metę, w perspektywie rocznej, dwuletniej, część ludzi straci z tego powodu pracę. Zakaz to pomysł ryzykowny i lepiej go w życie nie wprowadzać – dodał.




wiecej
More aboutRząd chce handlu w niedziele

Wądołowski skazany za atak na Miecugowa

Autor: Unknown on wtorek, 21 stycznia 2014

Sąd Rejonowy w Słubicach skazał Oskara Wądołowskiego, który podczas Przystanku Woodstock zaatakował Grzegorza Miecugowa, dziennikarza TVN.


Jak poinformował Onet.pl, sąd wymierzył karę 10 miesięcy ograniczenia wolności wraz z pracą społeczną w tym czasie w wymiarze 40 godzin miesięcznie oraz 500 zł nawiązki na rzecz pokrzywdzonego.


- Sąd wielokrotnie złamał prawo, nie został rozpatrzony żaden z moich wniosków ani żadna ze skarg. Nie przyznano mi nawet adwokata z urzędu, choć czterokrotnie składałem wniosek – dwukrotnie w październiku, później w grudniu i jeszcze raz w styczniu. Skoro sąd złamał prawo i nie uznawał moich wniosków – to nawiązałem współpracę ze znanym adwokatem i w styczniu złożyłem wniosek do sądu informujący o akceptacji adwokata z wyboru. Też został odrzucony – mówi portalowi nczas.com Oskar Wądołowski. – Skoro sąd jest stronniczy i łamie prawo, to będę sądził się dalej, będę się odwoływał. Na załączonym przykładzie widać, że w Polsce nie ma wymiaru sprawiedliwości, tylko są sądy stalinowskie i moskiewskie. Przykre. Ale nie poddaję się i dalej będę razem z wami walczył z czerwonymi politykami, dziennikarzami i moskiewskimi sądami. Liczę na pomoc i wsparcie. Tylko my wszyscy razem rozwalimy ten układ! – dodaje.


Zobacz także: Wądołowski przeprasza Miecugowa




wiecej
More aboutWądołowski skazany za atak na Miecugowa

Sommer: Lekcja Lizuta dla Terlikowskiego

Autor: Unknown

Zwykle tego oczywiście nie robię, ale jadąc w zeszłym tygodniu samochodem do Zakopanego, wysłuchałem część audycji „Piwo”, prowadzonej w jakimś lewackim radiu przez Mikołaja Lizuta. Dla wyjaśnienia: człowiek ten zasłynął tropieniem antysemityzmu wśród Polaków w Ameryce Południowej, dokąd został wysłany pod fałszywym nazwiskiem. Z misji wywiązał się wzorcowo – w zamian za co w lewackich mediach koncernu Agora dostąpił awansów i zaszczytów. W audycji oprócz Lizuta wziął udział jeszcze Seweryn Blumsztajn, który z kolei wsławił się śmiałą deklaracją na jakiejś manifie czy innym marszu szmat, że „Pier***ę, nie rodzę” – sami Państwo przyznają, że w przypadku facia po sześćdziesiątce to wypowiedź odważna. Ten duet dopełniła niezastąpiona „etyczka” Magdalena Środa, która – jak wiadomo – opracowała „imperatyw kategoryczny Środy”, głoszący, iż każdy klecha to pedofil, a Kościół to czyste zło.


Po takim doborze rozmówców mogłem spodziewać się wszystkiego, ale i tak udało się im mnie zaskoczyć. Dyskusja poświęcona była bowiem głównie temu, że z oponentami politycznymi nie ma co prowadzić dyskusji ani nawet wysłuchiwać ich argumentów, gdyż opowiadają bzdury, na które nie ma po prostu sensu odpowiadać. W dodatku cała prawica wyrasta oczywiście z prześladowców Żydów z marca 1968 roku – a jak wiadomo, wydarzenia, które wtedy miały miejsce, są najważniejsze w historii ludzkości, a jednocześnie stanowią czarną plamę na sumieniu każdego Polaka. I plama ta powoduje, że jej posiadacze są w jakimś poznawczym getcie, wykoślawiającym ich świadomość tak dalece, że uniemożliwiającym rozmowę z nimi.


Słuchając tych płomiennych słów w obronie braku jakiejkolwiek dyskusji z „pewnymi ludźmi”, tych nawoływań do cenzury i duszenia wolności słowa, nagle uświadomiłem sobie, że skoro „nie ma co rozmawiać”, a jednak jakieś dyskusje się toczą, to znaczy, że dzieje się tak tylko z powodów taktycznych. Racjonalny argument do lewactwa nigdy nie dotrze, natomiast uwielbia ono pod pozorem dialogu wpuścić szczura. I głupi będzie ten, kto w taki sposób da się sprowokować.


Klasyczny przykład takiego działania obserwowaliśmy w minionym tygodniu, gdy przy pomocy jednego telefonu red. Tomasz Terlikowski z „Frondy” dał się napuścić funkcjonariuszom „Gazety Wyborczej” na Stanisława Michalkiewicza, kompromitując dziwnymi deklaracjami zasłużony skądinąd tytuł. Powtórzmy: jak dziecko został zrobiony w konia człowiek, który wcześniej napisał całą książkę o manipulacjach „Gazety Wyborczej”. Czy on nie rozumie, że sam też może w każdej chwili stać się obiektem opisanych przez siebie manipulacji, jeśli tylko zacznie z nimi rozmawiać? Może red. Terlikowski powinien po prostu posłuchać czasem Mikołaja Lizuta i jego gości?




wiecej
More aboutSommer: Lekcja Lizuta dla Terlikowskiego

Żądają zalegalizowania kompotu

Autor: Unknown

Jak informuje Polskie Radio, w Szczecinie pod hasłem „Nielegalna tradycyjna polska żywność” protestowali rolnicy przeciwko prawu, które zakazuje im przetwarzania owoców, warzyw, mleka, mięsa, które sami wyprodukowali.


- Kompot w tej chwili jest produktem nielegalnym. Tak samo sok. Co z tego, że mamy sady, które rodzą owoce, skoro nie możemy ich wprowadzić do obrotu. Żeby to robić musielibyśmy przestać być rolnikami i zostać przedsiębiorcami, wybudować przetwórnie, takie, które będą spełniały wszystkie wymogi sanitarne, jak wielkie zakłady przemysłu spożywczego – powiedziała Edyta Jarszewska-Nowak, przewodnicząca Zachodniopomorskiego Oddziały Stowarzyszenia Producentów Żywności Metodami Ekologicznymi Ekoland.


Zdaniem protestujących to rząd blokuje sprzedaż ekologicznych produktów rolniczych – podaje Radio Szczecin.


- Okazuje się, że nawet poszatkowanie kapusty to już przetwórstwo i trzeba mieć do tego certyfikaty i odpowiednie warunki – mówił jeden z protestujących.


W związku z tym protestujący rolnicy wysłali list do rządu Donalda Tuska, w którym domagają się dostosowania przepisów sanitarnych do skali produkcji i legalizacji bezpośredniej sprzedaży przez rolników produktów żywnościowych.


Źródło: www.polskieradio.pl, radioszczecin.pl




wiecej
More aboutŻądają zalegalizowania kompotu

Prof. Hausner: pieniądze z OFE rząd wyda na obietnice wyborcze

Autor: Unknown on poniedziałek, 20 stycznia 2014

- Wpływ demontażu OFE na stan finansów publicznych nie będzie korzystny; przeciwnie – może, paradoksalnie, rodzić negatywne następstwa – ostrzega prof. Jerzy Hausner z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.


Jak podaje Polskie Radio, z raportu, przygotowany przez zespół naukowców pod kierunkiem prof. Hausnera, byłego lewicowego wicepremiera i ministra gospodarki, wśród zagrożeń dla finansów i gospodarki wymieniono m.in. społeczną i polityczną presję na wzrost wydatków przed wyborami.


- Zmiany w OFE przyczynią się też do pogorszenia i tak niezbyt korzystnej międzynarodowej pozycji polskiej gospodarki. Inna wątpliwość dotyczy przesunięcia całej części obligacyjnej oraz 70-80 proc. części akcyjnej z OFE – napisali ekonomiści.


Źródło: www.polskieradio.pl




wiecej
More aboutProf. Hausner: pieniądze z OFE rząd wyda na obietnice wyborcze

Królik gender

Autor: Unknown on niedziela, 19 stycznia 2014

More aboutKrólik gender

Numer 4 (1236) z 25 stycznia 2014

Autor: Unknown

Na nczas.com publikujemy wybrane teksty z tygodnika, teksty napisane przez naszych autorów specjalnie na potrzeby portalu oraz teksty osób, których publicystyka zwykle nie trafia na łamy gazety. Aby uzyskać dostęp do wszystkich artykułów z bieżącego numeru należy wykupić:


pojedyncze e-wydanie (plik pdf, który prześlemy na Twój adres email – 4 zł za e-numer) ● e-wydanie roczne (52 e-numery – w tym numery podwójne – w plikach pdf, które co tydzień będziemy wysłać na Twój adres e-mail) więcej informacji można znaleźć tutaj (kliknij)


SZCZEGÓLNIE POLECAMY W TYM NUMERZE


JAK PRAWICA SŁUŻY LEWACTWU: – Nie mogę odpowiadać za to, co twierdzi „Gazeta Wyborcza”. Ta gazeta ma od dawna rozmaite urojenia, więc jeśli twierdzi, że ja chcę coś otwierać albo zamykać, to najpierw powinna zadzwonić do mnie i mnie zapytać. Jeżeli pan redaktor Michnik lepiej wie, co ja chcę albo czego nie chcę, wzbudza to podejrzenia, że dysponuje jakąś wiedzą aprioryczną, tak jakby mu sam Najwyższy przez czerwony telefon coś powiedział. Przypuszczam, że to nie Najwyższy, tylko inny pan może mu szeptać do uszka rozmaite sugestie, a redaktor Michnik przez swoich cyngli głośno je powtarza – Stanisław Michalkiewicz w rozmowie z Rafałem Pazio. Czytaj na stronie VII e-wydania.


SPISKOWA PRAKTYKA DZIEJÓW: – Dwie pierwsze części filmu pod pełnym tytułem „Transformacja od Lenina do Putina” opowiadały o Rosji Lenina, Trockiego, Dzierżyńskiego i Stalina. Część trzecia opowiada o czasach chruszczowszczyzny i breżniewszczyzny. Nosi tytuł „Nomenklatura, dezinformacja i kryzysy kontrolowane”. Film pokazuje cały cykl zdarzeń, które znamy jako punkty węzłowe, czasem dość zwrotne w historii Polski i świata. Odnosi się do 1956 roku, 1963 roku – kryzys kubański – 1968 roku. Prezentuje serię zdarzeń od polskiego Marca do czesko-słowackiego Sierpnia. 1970 rok to ostatni z cyklu kryzysów kontrolowanych, opowiedzianych w trzeciej części filmu – mówi Juliusz Braun, reżyser, w rozmowie z Rafałem Pazio. Czytaj na stronie X e-wydania.


SPIS TREŚCI


KRAJ


● Nadgorliwość kompromituje – ze STANISŁAWEM MICHALKIEWICZEM rozmawia Rafał Pazio

● Rząd chce nam pomóc… wyższym ZUS-em – Bartosz Marczuk

● Spiskowa praktyka dziejów – z GRZEGORZEM BRAUNEM rozmawia Rafał Pazio

● Grzegorz Braun do redakcji „Frondy”

● Ja startuję – ze Śląska – Janusz Korwin-Mikke

● Podatkiem w dziennikarzy – Grzegorz Jakubowski

● Dzieciobójcy z pomocy społecznej – Leszek Szymowski

● Medal za stalinizm – Tadeusz M. Płużański

● Powtórka z „konspiry”? – Marian Miszalski

● Nie bojkotować polskich sukcesów – Tomasz Cukiernik


ŚWIAT


● USA: Ameryka chce kurzyć dżointy – Olgierd Domino

● Francja: Dzień gniewu – Bogdan Dobosz

● Niemcy: Nie będzie umowy z USA – Tomasz Mysłek

● Rosja: Przyganiał kocioł – Wojciech Grzelak

● Izrael: Spisek rabinów i lekarzy – Kataw Zar

● Afganistan: Co dalej po wyjściu NATO? – Antoni Mak


PUBLICYSTYKA


● Kto rozreguluje Unię? – Tomasz Teluk

● Czy imperium może być kapitalistyczne? – Jakub Wozinski

● Wielki pic Tuska – Tomasz Mysłek

● Prakseologia polityczna – Krzysztof M. Mazur


FELIETONY


● Stanisław Michalkiewicz

● Janusz Korwin-Mikke

● Marek Jan Chodakiewicz

● Adam Wielomski


STAŁE DZIAŁY


● Postępy…

● Czarna Księga

● Największe Głupstwo Tygodnia

● Szachy

● Brydż

● W pajęczynie

● Książka tygodnia

● Film tygodnia


zachęcam do odwiedzenia internetowej księgarni nczas.com




wiecej
More aboutNumer 4 (1236) z 25 stycznia 2014

OZUSować kieszonkowe dla dzieci czyli ZUSodziura nas pochłonie!

Autor: Unknown

Najpierw pojawił się problem. Skąd? Jak mówią w wojsku, stąd, skąd wyjeżdża czołg. Znienacka. Czyli wszyscy o tym wiedzieli od 15 lat ale jakoś tak, nikomu nie chciało się tym zająć. Więc teraz, znienacka, jak czołg, mamy problem. Z powodu starzenia się społeczeństwa, dziura w ZUS sięgnęła 70 mld złotych, a według prognoz ma rosnąć aż za kilka lat przekroczy 100 mld, potem 120 mld.


Ryba mów po ludzku, kiedyś zwrócił mi uwagę kolega z Pragi. Zatem mówię po ludzku, ponieważ obecne 30-40-latki zamiast po bożemu założyć podstawową komórkę społeczną i zadbać wieczorami, żeby zona miała inne zajęcie niż Zumba-lates-eching albo oglądanie jak oni -ańczą albo -ają, oni wolą wymieniać Internetywy, żłopać szardony lub Jad teściowej albo garować, aż światła się zmienią na żółte migające. A od Zumba-lates-eching i od oglądania TV dzieci nie będzie. A skoro mamy mało dzieci, jak dorosną będzie mało dorosłych. A emerytów będzie wielu, bo po drugiej wojnie światowej Polacy jak prawdziwi patrioci robili i rodzili dużo dzieci. Zresztą wtedy nie było Zumby-lates-eching i Internetu. Że co, że teraz nie stać młodych na dzieci. A po drugiej wojnie to było stać? Wygodnictwo i tyle! Dwójkę to każdy powinien mieć, z mocy ustawy.


A skutki będą takie, że ZUSodziura nas pochłonie, jak czarna dziura w kosmosie zasysa światło (albo materię, ale to podobno to samo). Wiec spanikowani politycy, pod światłym intelektualnym przywództwem byłego ministra Sami Wiecie Którego, najpierw rąbnęli z OFE 200 mld złotych, żeby tę dziurę chociaż na dwa lata zasypać. Ale to mało, więc planują ozusować wszystko co się rusza. Wykonywałeś pewne zadania na zasadzie umowy o dzieło, to od 2015 roku zapłacisz od tego ZUS. To znaczy ZUS zapłaci ten, dla którego wykonujesz to dzieło, wiec na rękę dostaniesz mniej. Malujesz obraz, ZUS. Piszesz artykuł, ZUS. Prowadzisz badania, ZUS. Oddychasz inaczej niż pod kątem prostym, ZUS. W ogóle pojęcie dzieła chyba zniknie, zamiast tego będzie zusło (copyright rybinski.eu).


Dziura w ZUS od tego się nie zmniejszy, zamiast 100 mld będzie 98 mld. Więc to wszystko są działania pozorowane. Oczywiście będzie krzyk tych wszystkich którzy stracą i w tym krzyku zniknie cichy głosik, który ostrzega, że to nie rozwiązuje problemu. Żeby zlikwidować dziurę trzeba albo obecne emerytury obniżyć o połowę, albo składki na ZUS podnieść dwukrotnie. To by się działo, albo padłoby milion firm, albo siedem milionów emerytów wyszłoby na ulice. Rewolucja staruchów – powiedziałby znany celebryta w swoim znanym programie, znany z tego, że publicznie drapie się po jajach. To i tak nas czeka, ale dopiero za kilka lat. Jak liczba emerytów radykalnie wzrośnie.


Uważam, że rząd posuwa się zbyt nieśmiało. Należy ozusować także:

- kieszonkowe dla dzieci

- prezenty pod choinkę

- i wszystkie inne aktywności, które jeszcze nie są owatowane, czyli obłożone podatkiem VAT.


Że co? Że to bez sensu. No i co z tego. Jeżeli teraz, gdy nie nadeszła jeszcze pierwsza fala demograficznego tsunami już się ozusowuje wszystko co się rusza, wyzerowuje rezerwę demograficzną, kreatywnie kilkukrotnie zmienia definicję długu publicznego żeby go sztucznie obniżyć i robi skok na OFE, żeby rąbnąć 200 jardów (jak banskterzy mówią na miliardy), to ja się zapytuję, co będzie jak uderzy pierwsza fala demograficznego tsunami, przy której obecne problemy to pikuś, pikusiątko, pikusiąteczko.


Jaką niegodziwość popełni wtedy władza, która z nadania oglądających jak oni -ają lub -ańczą i spijających każde słowo z ust drapiącego się po jajach celebryty, będzie wtedy rządzić. No jaką?




wiecej
More aboutOZUSować kieszonkowe dla dzieci czyli ZUSodziura nas pochłonie!

KNP protestuje przeciwko unijnym planom zakazania produkcji i sprzedaży wędzonej żywności

Autor: Unknown

Nowa Prawica wyraża zdecydowany sprzeciw i oburzenie wobec planów Unii Europejskiej wprowadzenia zakazu produkcji i sprzedaży wędzonej żywności. Pomysł UE przekracza granicę śmieszności i absurdu, ignoruje prawa konsumentów, naraża na poważne straty polski przemysł spożywczy, a promując zastąpienie wędzenia dodatkiem sztucznych aromatów stanowi też realne zagrożenie dla zdrowia społeczeństwa.


Wzywamy rząd RP do podjęcia zdecydowanych działań na forum UE zmierzających do zablokowania tego absurdalnego zakazu. Jeśli zaś działania te nie przyniosą pożądanego efektu, wzywamy rząd do oficjalnej odmowy stosowania tej i wszystkich podobnych, urągających zdrowemu rozsądkowi regulacji na terytorium RP.


Tomasz Dalecki /Rzecznik Prasowy Nowej Prawicy/




wiecej
More aboutKNP protestuje przeciwko unijnym planom zakazania produkcji i sprzedaży wędzonej żywności

Umowa o pracę staje się reliktem

Autor: Unknown

Jak pisze na stronie mysl24.pl Bartłomiej Królikowski, prawnik, samorządowiec i publicysta kwartalnika Myśl.pl, przedsiębiorcy zawierają z pracownikami umowy cywilnoprawne nie dlatego, że nienawidzą pracowników, lecz dlatego, że chcą dać im pracę.


Jego zdaniem tzw. umowy śmieciowe wybierają też sami pracownicy, gdyż wolą zarabiać np. 2000 zł netto na umowę o dzieło niż 1200 zł netto na umowę o pracę.


- Pracodawca ma po prostu określoną kwotę na dane stanowisko pracy – zaznacza Królikowski, dodając, że „po ‘ozusowaiu’ choćby umowy o dzieło przedsiębiorcy uciekną do innych umów cywilnoprawnych”.


Jak podaje serwis biztok.pl, decyzja rządu PO-PSL o oskładkowaniu umów o dzieło będzie szokiem dla 300-400 tysięcy twórców, dziennikarzy czy aktorów, którzy stracą 20% swoich dochodów.


Z kolei Paulina Młynarska, dziennikarka i córka słynnego artysty estradowego, napisała w naTemat.pl, że „posunięcie z ‘ozusowaniem’ artystów ZLIKWIDUJE i tak ledwo zipiącą kulturę wysoką”.


Natomiast jak informuje wprost.pl, według Izabeli Styczyńskiej, członka zarządu Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych, paradoksalnie oskładkowanie umów-zleceń może okazać się niekorzystne nawet dla budżetu państwa i ZUS-u.


- Pracodawcom nie opłaca się zatrudniać na umowy o pracę, a zwiększenie oskładkowania umów-zleceń doprowadzi także do spadku opłacalności zatrudnienia na te umowy. W efekcie spadnie zatrudnienie, a co za tym idzie – wysokość odprowadzanych składek i podatków – uważa Styczyńska.


- Umowa o pracę staje się reliktem prawnym, coraz bardziej związanym wyłącznie z zatrudnieniem w sektorze publicznym – podkreśla Królikowski.


Zobacz także: Tusk zwiększy bezrobocie do 25%?




wiecej
More aboutUmowa o pracę staje się reliktem

Wielomski: Kto ma prawo wypowiadać się w sprawie gender, czyli płci?

Autor: Unknown on sobota, 18 stycznia 2014

1 stycznia 2014 roku wraz z czterema kolegami – samodzielnymi pracownikami naukowymi – podpisałem list wyrażający poparcie dla ostatniego listu biskupów przeciwko genderom, przy okazji wskazując na dziwaczny fakt, że owe gendery nauczane są na jednym z katolickich uniwersytetów.


Zaraz potem jeden z internautów tak podsumował nasz list: „Jakie ma Pan kompetencje w temacie gender? Czy nie uważa Pan, że zachowuje się podobnie jak »eksperci« Macierewicza, którzy wypowiadają się w sprawach, o których nie mają zielonego pojęcia?”. Przytoczyłem ten komentarz, ponieważ jest bardzo znaczący i interesujący. Stawia bowiem pytanie: kto ma prawo wypowiadać się w sprawie gender, czyli płci?


Być może ja rzeczywiście nie jestem kompetentny w tej kwestii, gdyż jestem politologiem, acz nie zajmuję się systemami wyborczymi czy stosunkami międzynarodowymi, tylko filozofią i myślą polityczną. Jeśli więc nie ma prawa wypowiadać się na temat gender politolog, a także podpisani pod listem pozostali naukowcy (m.in. filozofowie, historycy i prawnicy), to pojawia się pytanie: kto ma takie prawo?


W Polsce studia genderowe prowadzą zwykle filozofowie i socjolodzy. Co filozof lub socjolog wie na temat gender? Filozof o sprawach płci nie wie nic, ponieważ nie prowadzi żadnych badań empirycznych. Filozofia zajmuje się rozważaniem rozmaitych kwestii, w tym także – o ile jej adepci mają na to ochotę – kwestią płci. Jest to dla filozofa idea wyłącznie filozoficzna, czyli bytująca i rozważana tylko w jego umyśle. Przedstawiciel tej dyscypliny naukowej nie prowadzi nad genderyzmem żadnych badań o charakterze empirycznym. Może więc genderami winni zajmować się socjologowie?


Fakt, w odróżnieniu od filozofów zajmują się oni badaniami empirycznymi, ale szczególnego rodzaju. Socjolog prowadzi rozmaite badania postaw społecznych, aby wykryć, że w każdym normalnym społeczeństwie jest jakaś grupka osób, które mają problemy z ustaleniem własnej płci. I cóż wtedy robi socjolog? Konstatuje ten fakt i ogłasza, że badania wykryły, iż jest 1, 2 czy 3 procent ludzi z tego typu problemami. Na tej postawie dochodzi do wniosku, że jest normą, iż w każdym społeczeństwie problem taki istnieje.


Nie jest to wynik specjalnie odkrywczy, ponieważ nawet najbardziej radykalny wróg genderyzmu potwierdzi istnienie takiego zjawiska. Gdyby zresztą go nie było, to nie mógłby być wrogiem genderów. Problem z socjologią jako dyscypliną naukową tkwi w tym, że wykrywszy zjawisko, nie umie umiejscowić go i dokonać jego wartościowania. Od czasów pozytywizmu i Maxa Webera socjologia programowo oddziela „fakty” od „wartości”, a więc wykrywszy fakt, cofa się przed jego oceną. Innymi słowy: socjolog odkrywa grupę osób mającą problemy z własną płcią, stwierdza fakt, że grupa taka jest, aby następnie uznać, że nie istnieje ani norma, ani odstępstwo od niej, a więc należy się uchylić przed stwierdzeniem, czy grupa ta jest na swój (odmienny) sposób normalna czy też należy ją uznać za dziwaczną, a może nawet należy ją leczyć?


Znakomicie socjologię weberowską podsumował kiedyś Leo Strauss: jeśli weberysta konstatuje, że na Papui żyją nadal ludożercy, to winien uznać fakt ich istnienia, ale absolutnie nie wolno mu potępić ich zachować dietetycznych, ponieważ socjolog wyłącznie bada i przedstawia fakty, unikając ich oceny (ewaluacji). Z przedstawionych powyżej powodów uważam, że jeśli mnie – jako politologowi – nie wolno wypowiadać się na temat studiów genderowych, to tak samo nie ma prawa wypowiadać się o nich żaden filozof ani socjolog. Co więcej, wypowiadać się na ich temat nie powinni szczególnie ci filozofowie i socjolodzy, którzy prowadzą zajęcia na studiach genderowych. Czy bowiem obiektywnie może się o danej subdyscyplinie naukowej wypowiedzieć wykładowca akademicki, który żyje z jej nauczania?


Każdy badacz ma naturalną skłonność, aby to, co bada, o czym pisze książki i czego naucza studentów, uważać za swoisty „pępek świata”. Każdy bowiem ma podświadomą skłonność do legitymizowania swojej nauki, a więc i własnego istnienia w nauce. Np. ja uważam, że myśl polityczna jest podstawą politologii Kto winien wypowiadać się o genderach?


Zauważmy, że na ten temat nie wypowiadają się przedstawiciele nauk medycznych i biologicznych. A przecież kwestia płci zapisana jest w naszym genotypie, gdyż on warunkuje, że rodzimy się mężczyzną lub kobietą. Nawet ci genderyści, którzy twierdzą, że płeć jest kwestią wyboru, muszą przyznać, że ów „wybór” – jeśli istnieje – to także musi być zapisany w naszym genotypie. Geny albo warunkują naszą płeć (i w takim wypadku odmienność „płci społecznej” od „płci biologicznej” świadczy o jakimś błędzie, chorobie), albo dają nam mniejszą lub większą wolność takiego wyboru. Jakakolwiek byłaby odpowiedź, znajduje się ona w ręku biologów i genetyków. Ci zaś jakoś dziwnie milczą na temat genderyzmu, pozostawiając zażarte spory filozofom, którzy nie badają niczego; socjologom, którzy stwierdzają empiryczne istnienie grupki osób z podobnym problemem, i specjalistom od myśli politycznej (takim jak ja), którzy widzą w genderyzmie wyłącznie kolejną mutację liberalnego postmodernizmu i jego postulatu „dekonstrukcji” wszystkich tradycyjnych i nowożytnych pojęć.


Dlaczego genetycy milczą jak zaklęci? Mogę się tylko domyślać, że nie mają ochoty uczestniczyć w sporach humanistów, którzy nie mają zielonego pojęcia o genotypie, a więc nie mówią o genach determinujących płeć, a jedynie o „ideologii gender”.


Jeśli zdefiniujemy ideologię jako całokształt obrazu świata, to genderyzm nie jest ideologią, gdyż nie daje takiego całokształtu (np. genderyzm nie posiada programu gospodarczego czy doktryny ustrojowej). Jeśli jednak, za Marksem, zdefiniujemy ideologię jako „fałszywą świadomość”, to genderyzm jest ideologią w pełnym znaczeniu tego terminu. Stworzyli ją ludzie, którzy nie mają pojęcia o genach i genotypie, naczytali się zaś filozofów moderny i postmoderny – Freuda, Reicha, Marcusego, Foucaulta, Lyotarda i Habermasa.




wiecej
More aboutWielomski: Kto ma prawo wypowiadać się w sprawie gender, czyli płci?

Polska Razem czyli przebierańcy?

Autor: Unknown

Były polityk PiS o niejasnych związkach z WSI, były minister sprawiedliwości, który bronił kłamstwa smoleńskiego, były działacz Samoobrony i niekompetentny, nielojalny eurodeputowany – takie tuzy naszej polityki chcą wspólnie z Przemysławem Wiplerem wstrząsnąć polską sceną polityczną. Choć Polska Razem wygląda na kolejny twór służb specjalnych, od początku nie może trafić do wyborców i w sondażach wypada kiepsko.


Jarosław Gowin od kilku tygodni demonstruje w mediach umiarkowany optymizm. Przy każdej okazji stara się udowodnić, że do jego nowego ugrupowania wstępują kolejne siły. 7 grudnia, podczas zjazdu założycielskiego nowej partii, Gowin poinformował, że poparło go właśnie Stowarzyszenie Młodzi Demokraci, skupiające młodych sympatyków Platformy Obywatelskiej. Wcześniej poparcie dla niego zadeklarowało ponad 50 działaczy PO na Mazowszu i Podkarpaciu.


– Podczas mojej kampanii „Godzina dla Polski” poparcia udzieliła mi duża grupa młodych działaczy Platformy skupionych w Stowarzyszeniu Młodzi Demokraci. Dzisiaj, kiedy rozpoczynam nową inicjatywę polityczną, ci młodzi działacze Platformy podjęli decyzję o przyłączeniu się do tej inicjatywy – powiedział Gowin na konferencji prasowej w Sejmie. Według niego fakt, że kilkudziesięciu działaczy Młodych Demokratów zdecydowało się poprzeć jego projekt, jest dowodem na to, że w polityce liczą się nie tylko interesy i kariera, ale że najważniejsza jest wierność programowi.


Umiarkowane sondaże


Przejście części dotychczasowych działaczy Młodych Demokratów i niespełnionych polityków PO niekoniecznie musi oznaczać ich troskę o Polskę. Bardziej chodzić może o karierowiczostwo. Większość nowych zwolenników partii Gowina niekoniecznie musi dążyć do poprawy losów kraju, a bardziej może liczyć na korzyści i w odpowiednim momencie próbuje opuścić bankrutującą Platformę i związać się z kimś, kto bez uszczerbku dla ich karier może przejąć w Polsce władzę. Taki scenariusz niekoniecznie musi przekładać się na zaufanie do nowej partii. Dowodzą tego zresztą sondaże umieszczające ją w okolicy progu wyborczego. W pierwszej połowie września nowe ugrupowanie z wynikiem 7% weszłoby do Sejmu, deklasując Polskie Stronnictwo Ludowe i partię Janusza Palikota. Potem jednak poparcie dla nowej formacji systematycznie spadało, plasując ją z wynikiem 4,1% nawet za Kongresem Nowej Prawicy (4,4%). W pierwszej połowie grudnia sondaże znowu odbiły i partia Gowina ponownie – tym razem z wynikiem 6,6% – znalazła się powyżej progu wyborczego (sondaż CBOS). Sondaż był o tyle ciekawy, iż wykazał, że nowe ugrupowanie odebrało poparcie PiS-owi, a nie PO, zmniejszając w ten sposób dystans między obydwiema czołowymi partiami.


Naturalne połączenie


Przemysław Wipler – prezes stowarzyszenia Republikanie – 3 czerwca odszedł z PiS i zapowiedział utworzenie nowego ugrupowania, które miało promować m.in. wolność gospodarczą, deregulację i ograniczenie biurokracji. Naturalnym dla niego kandydatem stał się Jarosław Gowin, który we wrześniu wystąpił z Platformy Obywatelskiej. Wcześniej przegrał batalię o OFE (sprzeciwiał się przeniesieniu pieniędzy z OFE do ZUS-u), odszedł z funkcji ministra sprawiedliwości, a w wyborach wewnętrznych w PO przegrał walkę o przywództwo z Donaldem Tuskiem (premier pozostał przewodniczącym).


Sojusz Gowina i Wiplera stał się więc kwestią czasu. Jesień 2013 roku minęła na zakulisowych rozmowach i negocjacjach, których zwieńczeniem było powołanie nowej partii. Do ugrupowania natychmiast dołączyli: eurodeputowany Marek Migalski, była posłanka PiS Elżbieta Jakubiak, Paweł Poncyliusz, Kazimierz Jaworski i Wojciech Mojzesowicz. Czy inicjatywa tworzona przez takich ludzi ma szanse zmienić coś w Polsce? Czy może jest to kolejna transformacja polityczna, która ma utrzymać status quo?


Sami swoi


Pamiętajmy, że Paweł Kowal – były wiceminister spraw zagranicznych – miał zostać zarejestrowany przez Wojskowe Służby Informacyjne jako tajny współpracownik o pseudonimie „Pallad”. W lutym 2007 roku „Dziennik” napisał, że od 2003 roku Kowal był współpracownikiem wywiadu wojskowego, któremu udzielał informacji na temat krajów postsowieckich. Gdy w 2007 roku sprawa wyszła na jaw, sam Kowal (był wówczas wiceprzewodniczącym PiS) potwierdził, że podpisał zobowiązanie do zachowania tajemnicy. Według jego wersji, był nagabywany przez WSI, ale odmówił współpracy. Sprawa miała wywołać konflikt miedzy osobami odpowiedzialnymi w rządzie PiS za likwidację wojskowych służb specjalnych. Nieprzypadkowy wydaje się też termin publikacji w „Dzienniku” – krótko po odtajnieniu raportu Macierewicza. Czyżby była to zemsta wojskowych specsłużb za ujawnienie ich agentury i sygnał wysłany do PiS, że WSI mogą ujawnić jeszcze innych agentów powiązanych z tą partią?


Po wystąpieniu z PiS Paweł Kowal utworzył ugrupowanie Polska Jest Najważniejsza (PJN), w czym pomagała mu była szefowa gabinetu Lecha Kaczyńskiego i była minister sportu – Elżbieta Jakubiak oraz była szefowa sztabu wyborczego Jarosława Kaczyńskiego – Joanna Kluzik-Rostkowska. Dziś w czynnej polityce jest tylko ta ostatnia. Z PJN przeszła bowiem do Platformy Obywatelskiej, z ramienia której pełni dziś funkcję ministra edukacji. Jako szefowa tego resortu Kluzik-Rostkowska (dawniej znana z wypowiedzi proaborcyjnych) kontynuuje antycywilizacyjną politykę swoich poprzedniczek, m.in. w przymusowym wdrażaniu w polskich szkołach seksedukacji.


Z kolei Marek Migalski – również budowniczy PJN – zrobił karierę polityczną jako politolog, który przez lata popierał PiS, w zamian za co Jarosław Kaczyński pozwolił mu wystartować do Europarlamentu z list swojej partii. Współpraca obu panów skończyła się, gdy Migalski napisał do Kaczyńskiego list otwarty, w którym skrytykował jego politykę.


Z kolei Wojciech Mojzesowicz działał przez lata w Samoobronie, której lider – Andrzej Lepper – głosił skrajnie populistyczne i antyrynkowe hasła, domagając się m.in. 70-procentowego podatku dochodowego od najbogatszych.

Mojzesowicz swoją karierę polityczną zaczynał w komunistycznym Związku Młodzieży Wiejskiej, skąd przeszedł do Polskiego Stronnictwa Ludowego. Z PSL przeniósł się z kolei do „Samoobrony”. W 2005 roku wystąpił z „Samoobrony” i przyłączył się do PiS. W lipcu 2007 roku, po wybuchu „afery rolnej”, został ministrem rolnictwa w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. W listopadzie 2010 roku wystąpił z PiS i wszedł w skład partii Polska Jest Najważniejsza, a trzy lata później przyłączył się do Polski Razem.


Z kolei senator Kazimierz Jaworski – wieloletni wójt gminy Chmielnik – był przez lata członkiem PiS i senatorem z ramienia tej partii, a w latach 2006-2007 był doradcą premiera Kaczyńskiego do spraw rolnictwa i rozwoju wsi. W 2011 roku z ramienia PiS wszedł do Sejmu, ale swoją partię wkrótce opuścił, przechodząc do Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry. W marcu 2012 roku został nawet wiceprzewodniczącym partii. Ugrupowanie opuścił w grudniu 2013 roku, by przejść do Polski Razem.


Zaś Jarosław Gowin – jako minister sprawiedliwości – zajmował się również legitymizowaniem kłamstwa smoleńskiego. Najpierw, w maju 2010 roku – jako poseł PO – poparł uchwałę, na podstawie której rząd Polski zgodził się na to, by śledztwo w sprawie katastrofy przejęła Rosja, co zaowocowało publikacją kłamliwej „wersji Anodiny”. Później, w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, Gowin wyśmiewał tych, którzy nie wierzą w prawdziwość rosyjskiej wersji o zderzeniu z brzozą. Działo się to wtedy, gdy wersja o „pancernej brzozie” posypała się jak domek z kart. – Zamachu nie było i dla wszystkich racjonalnie myślących ludzi jest to oczywiste. (…) Przedstawiciele rządu udzielili chyba 200 tys. wypowiedzi dementujących pogłoski o zamachu. Sam pewnie parę tysięcy razy na ten temat mówiłem, to co jeszcze możemy zrobić? Jeżeli popełniliśmy błąd, teraz mówię nie o rządzie, tylko o Platformie, to polegał on na tym, że po 10 kwietnia nie podjęliśmy próby budowy własnego mitu smoleńskiego – mówił Gowin. Gdy w Polsce Ruch Narodowy zaczął rosnąć w siłę, były minister sprawiedliwości i jemu nie szczędził słów krytyki, przy czym ograniczał ją jedynie do inwektyw („skrajna prawica”).


Tajna rola tajnych służb


W jednym z wywiadów prasowych, już po wystąpieniu z PiS, Przemysław Wipler stwierdził, że nie dostrzega zbyt dużej roli służb specjalnych i ich wpływu na rzeczywistość. Z wypowiedzi Wiplera wynikało, że pogłoski o wszechwładnej roli tajnych służb to mity nie mające wiele wspólnego z rzeczywistością. Mówił to ten sam Wipler, który w kwietniu 2013 – jeszcze jako poseł PiS – nie szczędził tajnym służbom krytyki z powodu ich zaniechań w związku z tzw. gazociągiem jamalskim. W tym kontekście ciekawie wygląda sprawa pobicia posła Wiplera przez policję, co mogło, ale nie musiało być formą ostrzeżenia wysłanego mu przez tajne służby.


Analizując powstanie Polski Razem, można dojść do wniosku, że tworzą ją ludzie, którzy mają za sobą członkostwo w innych partiach, głoszących inne niż ugrupowanie Gowina poglądy. To prowadzi do wniosku, że ludzie ci nie są zainteresowani ani Polską, ani programem, a jedynie własną karierą. I że tak samo szybko jak poparli Gowina, mogą wystąpić przeciwko niemu i założyć kolejne ugrupowanie. Z kolei tak samo jak będą wspierać reformy prorynkowe, mogą je zatrzymać, jeśli będzie tego wymagał interes ich karier. Trudno uwierzyć, by deregulacyjne i prorynkowe pomysły Wiplera poparła np. Elżbieta Jakubiak (zasłynęła kiedyś wypowiedzią, że podstawą gospodarki nie jest przedsiębiorca płacący podatki, tylko urzędnik, który wydaje mu dowód osobisty umożliwiający rejestrację firmy), a zmiany prawne Gowina ograniczające biurokrację poparł senator Jaworski – do niedawna członek skrajnie lewicowej i etatystycznej Solidarnej Polski.


Można raczej dość do wniosku, że Polska Razem została założona z inicjatywy bezpieki, by wypełnić lukę po tonącej Platformie Obywatelskiej w taki sposób, aby utrzymać w Polsce status quo. Po nieuchronnym upadku PO jej członkowie i sympatycy będą próbować utrzymać się w polityce, na co sposobem może być przyłączenie się do partii Gowina.


Hasła wolnorynkowe i deregulacyjne są w tej sytuacji magnesem, który ma zapewnić poparcie drobnych przedsiębiorców, nie chcących głosować na Palikota. Hasła wolnorynkowe nie przejdą w kluczowym momencie, bo zablokuje je frakcja etatystyczna. Z kolei szefostwo partii ma być gwarantem kłamstwa smoleńskiego (Gowin) i – być może – nieruszania służb specjalnych (Wipler, Kowal, Poncyljusz). Wszystko to oznacza, że Polska Razem – jeśli wejdzie do Sejmu w miejsce tonącej Platformy – będzie utrzymywać status quo. To oznacza, że nic się nie zmieni. W końcu nie od dziś wiadomo, że wiele musi się zmienić, aby wszystko zostało po staremu.




wiecej
More aboutPolska Razem czyli przebierańcy?

Michalkiewicz: W roku 2014 zakres politycznych możliwości Polski będzie się kurczył

Autor: Unknown

Weszliśmy w nowy rok 2014. Wiele znaków na niebie i ziemi wskazuje, że może być to rok przełomu. Prezentujemy garść wypowiedzi znanych publicystów prawicowych, także współpracowników „Najwyższego CZASU!”.


Stanisław Michalkiewicz:


W świecie będzie się pogłębiał proces wielobiegunowości. Zwłaszcza po sprawie syryjskiej widać wyraźnie, że Stany Zjednoczone przestają być hegemonem, a być może nawet tracą pozycję politycznego lidera świata. Coraz większe znaczenie odgrywa w polityce światowej pięć walczących cesarstw: amerykańskie, europejskie (z Niemcami jako kierownikiem politycznym), rosyjskie, chińskie i indyjskie. Ta rywalizacja będzie wyznaczała kształt polityki światowej. Chodzi o to, że dotychczasowy polityczny porządek, który został ustanowiony jeszcze sto lat temu przez kierowników Imperium Brytyjskiego, coraz bardziej przestaje być aktualny. Ten proces pogłębi się i nabierze dynamiki. Prawdopodobnie będą mu towarzyszyły konflikty, na co wskazuje proces intensywnych zbrojeń w walczących cesarstwach.


W Europie Stany Zjednoczone wycofały się z aktywnej polityki. Sprawa ukraińska temu by zaprzeczała, ale obserwowaliśmy niemrawe zaangażowanie Amerykanów. To było tylko markowanie polityki, a nie aktywne działanie. Wycofanie się Stanów Zjednoczonych przynajmniej do końca kadencji Obamy będzie oznaczało, że ramy polityki europejskiej będą wyznaczane przez strategiczne partnerstwo rosyjsko-niemieckie. To nie wyklucza zgrzytów między strategicznymi partnerami, ale i tak zakres politycznych możliwości Polski będzie się kurczył. Kurczenie możliwości w Polsce nie będzie przeszkadzało naszym umiłowanym przywódcom w nadymaniu się i prężeniu cudzych muskułów.


W Polsce mamy rok wyborczy, więc przynajmniej do maja będziemy obserwować coraz większe błazeństwa. Początek tego widać w postaci rozmaitych obietnic: bilion złotych na inwestycje, 49 województw (szkoda, że nie 490 – jeszcze bardziej by nam się poprawiło), ale powiększający się dług publiczny i coraz trudniejsza sytuacja gospodarcza. Następuje erozja źródeł bogactwa narodowego. To jest rezultatem nie tylko wadliwego mechanizmu gospodarczego w postaci kapitalizmu kompradorskiego, ale również rezultatem realizowania projektu Mitteleuropa, który pochodzi jeszcze z roku 1915 i jest wprowadzeniem politycznego i gospodarczego planu zajęcia Europy Środkowej. To będzie pogłębiało postkolonialny status państwa polskiego i polskiej gospodarki ze wszystkimi skutkami.


Czy nastąpi jakieś narodowe przebudzenie? Pewne objawy w postaci młodzieżowego ruchu sprzeciwu pozwalają na odrobinę optymizmu, ale trwa wyścig z czasem. Nie wiadomo, co nastąpi pierwej – czy realizacja scenariusza rozbiorowego, czy narodowe przebudzenie.


● Korwin-Mikke: Przewiduję ostre protesty i spory sukces KNP

● Ziemkiewicz: W tym roku różne rzeczy zaczną się walić

● Prof. Wolniewicz: 2014 to rok narastania niedobrych dla nas tendencji




wiecej
More aboutMichalkiewicz: W roku 2014 zakres politycznych możliwości Polski będzie się kurczył

Gowin: Zdecydowane „nie” Korwina w sprawie wspólnych list do Parlamentu Europejskiego

Autor: Unknown

Z posłem JAROSŁAWEM GOWINEM, liderem partii Polska Razem, rozmawia Rafał Pazio.


NCZAS: Rafał Ziemkiewicz stwierdził, że po wyborach do Parlamentu Europejskiego okaże się, że 1/3 jego składu będą stanowili uniosceptycy czy eurosceptycy. Jednocześnie ujawnił, że dążył do połączenia Kongresu Nowej Prawicy, Polski Razem i narodowców. Dlaczego nie doszło do takiego połączenia?


GOWIN: Wiem, że Marek Migalski rozmawiał z Januszem Korwin-Mikkem o ewentualności wspólnych list do Parlamentu Europejskiego, ale usłyszał bardzo zdecydowane stwierdzenie, że Kongres Nowej Prawicy pójdzie do eurowyborów samodzielnie.


Może ze względu na przewidywany sukces przeciwników Unii? Jak Pan skomentuje to stwierdzenie Rafała Ziemkiewicza, że 1/3 Parlamentu Europejskiego to będą uniosceptycy?


Przypuszczam, że to jest trafna diagnoza. Dlatego że w Europie narastają nastroje eurosceptyczne, również ze względu na nadmiar biurokracji wprowadzanej przez instytucje unijne, a także coraz większy problem z imigrantami. Przed chwilą skończyłem konferencję prasową z producentami kiełbasy lisieckiej i tradycyjnych wyrobów wędliniarskich. Te wyroby prawie na pewno znikną z polskich stołów, dlatego że Komisja Europejska wydała rozporządzenie, które tak zaostrza normy ekologiczne, że zakazuje wędzić wędliny dymem. Taka tradycyjna technologia nie spełnia norm. Znikną tradycyjne, zdrowe wędliny, a zamiast tego będziemy jeść niesmaczne, niezdrowe i naszpikowane chemią.


Podczas konwencji rozpoczynającej funkcjonowanie partii Polska Razem powiedział Pan, że nie zagłosujecie w Parlamencie Europejskim za dalszym ograniczeniem polskiej suwerenności, chyba że zobowiążą was do tego Polacy w referendum. Jak to rozumieć?


Chociażby w kontekście wejścia do strefy euro. Uważamy, że w tej sprawie powinno się odbyć referendum. Co prawda sprawa ta była objęta referendum akcesyjnym, decydującym o tym, że Polska weszła do Unii, ale tamto referendum odbywało się w zupełnie innych warunkach, przed kryzysem gospodarczym i przed sprawdzeniem praktycznych skutków funkcjonowania euro.




wiecej
More aboutGowin: Zdecydowane „nie” Korwina w sprawie wspólnych list do Parlamentu Europejskiego

KNP: Dożywocie tylko w połączeniu z ciężką pracą fizyczną

Autor: Unknown

W dniu 11 lutego 2014 roku więzienie może opuścić Mariusz Trynkiewicz. Kongres Nowej Prawicy uważa, że sprawa tego zwyrodnialca uwypukliła niewydolność polskiego wymiaru sprawiedliwości. Nasza partia opowiada się za przywróceniem kary śmierci, która powinna być orzekana za najcięższe zbrodnie przeciwko życiu, kiedy wina sprawcy nie budzi najmniejszych wątpliwości.


Nie zgadzamy się na utrzymywanie morderców z naszych podatków. Kara dożywotniego pozbawienia wolności byłaby dotkliwą karą, gdyby skazany musiał fizycznie pracować w ciężkich warunkach, a efekty jego pracy przynosiłyby korzyść społeczeństwu. Tak się jednak nie dzieje. Dochodzi do paradoksalnej sytuacji, w której skazany ląduje w więzieniu przypominającym niekiedy hotel o wysokim standardzie. Kongres Nowej Prawicy uważa, że taka kara jest nagrodą dla sprawcy i nie odstrasza od popełniania przestępstw.


Miesięczne utrzymanie więźnia w zakładzie to 2 451 złotych, dziennie to nieco ponad 80 zł, natomiast wychowanka w Rodzinnym Domu Dziecka nieco ponad 20 złotych. Osadzony może uczyć się języków, uprawiać sport, dostaje lepsze pożywienie niż w pacjent w szpitalu.


Kongres Nowej Prawicy nie zgadza się na traktowanie więzień jak sanatoriów, a więźniów jak gości. Więźniowie powinni obowiązkowo pracować społecznie. Kongres Nowej Prawicy jest za ochroną życia od poczęcia do naturalnej śmierci, lecz dla bezwzględnych i brutalnych morderców pokroju Mariusza Trynkiewicza jedyną właściwą karą jest kara śmierci i powinna być ona wykonana wiele lat temu.


Nasza partia z wielkim rozżaleniem przyjęła wiadomość, że w dniu 27 sierpnia 2013 roku Prezydent RP Bronisław Komorowski podpisał protokół nr 13 do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka znoszący karę śmierci we wszystkich okolicznościach, również w czasie wojny.




wiecej
More aboutKNP: Dożywocie tylko w połączeniu z ciężką pracą fizyczną

Irlandia wprowadzi podatek liniowy?

Autor: Unknown on piątek, 17 stycznia 2014

Grupa ekspercka Richarda Brutona, ministra pracy Irlandii, przygotowała raport, który rekomenduje m.in. wprowadzenie podatku liniowego na poziomie pomiędzy 15% a 20%.


Jak podaje serwis podatki.biz, zdaniem ekspertów podatek liniowy jest dobrym sposobem na przyciągnięcie do kraju korporacji, przedsiębiorców imigrantów oraz utrzymanie bogatych rodzimych przedsiębiorców w Irlandii.


Poza pomysłem przyjęcia podatku liniowego, grupa Brutona przedstawiła także ponad 60 innych propozycji zmniejszających poziom fiskalizmu w kraju. Jednym z nich byłoby obniżenie stawki opodatkowania dochodów kapitałowych z 33% do 20%, co miałoby zachęcać do inwestycji w nowe przedsięwzięcia.


Źródło: www.podatki.biz




wiecej
More aboutIrlandia wprowadzi podatek liniowy?

„Rozwody dla wszystkich” po „małżeństwach dla wszystkich”

Autor: Unknown on czwartek, 16 stycznia 2014

Francuska minister sprawiedliwości Krystiana Taubira nie osiada na laurach, ale nadal zajmuje się „reformą cywilizacji”. Po „małżeństwach dla wszystkich” przyszedł czas na „rozwody dla wszystkich”. Nowy pomysł ministerstwa idzie w kierunku znacznego uproszczenia procedur rozwodowych. Przy obopólnej zgodzie małżonków rozwód stawałby się czystą formalnością.


Przeciwnicy upraszczania procedur podają przykład Hiszpanii, gdzie po wprowadzeniu podobnych „udogodnień” w 2005 roku nastąpiła prawdziwa eksplozja rozwodów (trzy razy więcej niż w roku 2002). Francja tymczasem niebezpiecznie zbliża się do granicy, gdzie na dwa zawierane małżeństwa przypada rocznie jeden rozwód. Złośliwi mówią jednak, że Taubira po prostu dba o gejów i stara się ich dodatkowo ubezpieczyć. Wbrew głośnym żądaniom prawa do zawierania „homomałżeństw”, związki takie oznaczają się znacznie mniejszą stabilnością niż relacje hetero. Dostępność do rozwodów może więc rozwiać obawy wielu homoseksualistów przed łączeniem się w oficjalne pary…


Jeszcze inni mówią o zbliżaniu prawa republikańskiego do prawa koranicznego. W końcu w islamie do rozwodu wystarczy prostu zwrot o oddaleniu partnerki. Rzecz jasna, nad Sekwaną owo prawo działałoby zapewne, zgodnie z zasadami równości płci, w obydwie strony.




wiecej
More about„Rozwody dla wszystkich” po „małżeństwach dla wszystkich”

JP Morgan narzędziem w rękach Chińczyków

Autor: Unknown

Główne banki bulionowe określane często jako US Commercials przez lata trzymały ogromną pozycję short w kontraktach terminowych na złoto i srebro. Pozycja ta zazwyczaj zwiększała się gdy cena rosła po czym kartel organizował nagłą wyprzedaż po której aktywowały się zlecenia stop loss i dochodziło do złamania ceny. Banki bulionowe zamykały zyskowne kontrakty. Cena powoli odbudowywała się i cyklicznie powtarzany proces przynosił bankom zarówno zyski finansowe jak i ograniczał wzrost ceny metalu.


W połowie zeszłego roku doszło jednak do sporej zmiany. Mianowicie główni manipulanci czyli cztery banki bulionowe z USA zmieniły znaczną pozycję short (zyskują gdy spada cena) na long. Wydawało się, że banki zmieniły nastawienie do złota. Analizując kilka ostatnich wydarzeń doszedłem jednak do trochę innych wniosków. Czy trafnych okaże się za kilka miesięcy.


Ostatni Bank Participation Report Futures prezentuje następujące dane:



Wynika z niej iż 4 największe banki mają łączną pozycję netto long rzędu 57 tys. kontraktów.


Sytuacja wygląda jednak inaczej jeżeli po dokładnym przeanalizowaniu tego co się dzieje w JP Morgan. Mianowicie w ciągu kilku ostatnich miesięcy gigantyczna pozycja short JPM wynosząca ok 70 tys. kontraktów została zamknięta przy okazji kwietniowej i czerwcowej paniki. Jednocześnie JPM nieustannie zwiększał pozycję long dochodząc do 75 tys. kontraktówna koniec roku 2013.


Skoro zatem sam JP Morgan jest netto 75 tys. kontraktów long to okazuje się że pozostałe trzy główne banki nadal mają pozycję netto short.


Czemu zatem pozycja głównego manipulanta jest tak różna od pozostałych banków. Otóż gigantyczna pozycja long (kupuje złoto) jest wykorzystywana do przejmowania rezerw fizycznego złota z zapasów Comexu zdeponowanych w magazynach (JP Morgana, HSBC, Scotia Mocatta i Bricsu).


Sytuacja zaczyna powoli się krystalizować jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt że główny budynek JP Morgana na Manhattanie przeszedł ostatnio w ręce Chińczyków za pół ceny podczas gdy ceny nieruchomości w NY biją rekordy. Póki co są to tylko moje domysły ale jest możliwe, że JPM przeszedł pod realną kontrolę Chińczyków i jest narzędziem służącym do przejmowania pozostałych zapasów złota fizycznego dostępnych na rynku.


Tylko w grudniu z ogromnej pozycji 75 tys. kontraktów każdy opiewający na 100 uncji zrealizowanych zostało 3400 co odpowiada 97% kontraktów kończących się w grudniu. Oznacza to, że z topniejących zapasów Comexu, JP Morgan wyciągnął jakieś 10,5 tony. Jednocześnie tym samym czasie odmówiono realizacji kontraktów innym klientom zmuszając ich do rozliczenia w gotówce. Dziesięć ton co prawda nie jest ilością powalającą lecz przy obecnych zapasach zwyczajnie nie można wyciągnąć więcej w ciągu 1 m-ca.


Podobne ilości zapewne zostaną wyciągnięte w nadchodzących miesiącach. Bardzo ważne jest jednak, fakt że łączne zapasy Comexu (pozycja registered – metal może być użyty do rozliczenia kontraktów) szacowane są na 480 tys. uncji czyli 15 ton. Dla porównania, w marcu 2013 zapasy wynosiły jeszcze 3 mln uncji czyli 93 tony.


Skąd jednak wziąć metal jeżeli zostało go zaledwie 15 ton. Otóż kartel zapewne znajdzie sposoby na przedłużenie funkcjonowania rynku papierowych derywatów.


Być może JPM zadowoli się metalem, który został zdeponowany przez zewnętrznych klientów, a którego jest ciągle około 230 ton. Nie byłby to żaden precedens. Od kilku lat toczą się liczne procesy na całym świecie wytoczone przez klientów, którym odmówiono wydania zdeponowanego złota.


Innym rozwiązaniem jest np. transfer złota z zapasów GLD ciągle wynoszących ok 800 ton. Poza bankami bulionowymi praktycznie żaden inny posiadacz certyfikatów nie ma możliwości konwersji papieru na metal. GLD przez lata doskonale sprawdzał się jako główny instrument mający za zadanie odciągnięcie mas od zakupu metalu fizycznego. Ostatecznie jakiekolwiek zapasy metalu są w posiadaniu ETF’u muszą przejść w jedyne słuszne miejsce. Doskonałym przykładem jak załatwia się takie sprawy jest case funduszu ABN Amro, którego klienci z dnia na dzień dowiedzieli się, że ich fundusz inwestujący w złoto wycofuje się z możliwości konwersji jednostek na metal i klient co najwyżej może zadowolić się gotówką stosownie do wyceny na podstawie ceny spot.


W całej układance jest jeszcze jedna możliwość. Chińczycy skupując przez ostatnie lata całe dostępne złoto posiadają najprawdopodobniej największe zapasy na świecie dużo, dużo większe niż oficjalne rezerwy. Dla odróżnienia zachód praktycznie pozbył się kruszcu co potwierdza sprawa zwrotu niemieckiego złota. Giełda w Szanghaju handluje kontraktami terminowymi zabezpieczonymi złotem. W skali globalnej metal fizyczny odpowiada za mniej więcej 1 % całego handlu. Zakładając, że dni Comexu są policzone Chińczycy mogą mieć w planach przejęcie globalnego handlu kontraktami na złoto. Rynek jest szacowany jest na 5 bln USD i generuje nie małe dochody.


Główna siedziba JPM będąca jednocześnie największym skarbcem w USA doskonale wpisywała się w plany dominacji globalnego handlu złotem zarówno w Azji jak i w USA czy w Londynie.


Sceptycy mogą oczywiście twierdzić, że USA na to nie pozwoli. Jeżeli tak to za czyim pozwoleniem w ciągu ostatnich 30 lat USD wytransferowało z USA miliony miejsc pracy oraz co ważniejsze całą technologię? Chiny znalazły się na obecnej pozycji nie przypadkiem. Bez ogromnych preferencji handlowych żaden kraj nie mógłby się rozwijać w takim tempie. Poza tym to nikt inny jak George Bush Senior (Mr. NWO) był autorem otwarcie Chin na świat.


Moim zdaniem oddanie Chińczykom głównej siedziby JPM miało dużo większe znaczenie niż zwykły zakup nieruchomości. Jeżeli ten sam bank nagle przyczynia się do drenażu złota z Comexu, a tym samym do szybszego rozpadu centrum manipulacji to mamy do czynienia z zakulisowymi działaniami. Moim zdaniem Chińczycy wymusili na FED (JPM) odstąpienie od nagłego ataku na obligacji i petrodolara w zamian za ciche przyzwolenie na dalszy drenaż złota z zachodu.


Gdy tylko drenaż się zakończy przyjdzie czas na złotego petro juana.


Najwidoczniej w całej grze z Chińczykami zbyt wiele osób na zachodzie zapomniało o mądrym przysłowiu „Kto posiada złoto ten ustala zasady gry”.


(przedruk za zgodą Autora z: Independent Trader.pl – Niezależny Portal Finansowy)




wiecej
More aboutJP Morgan narzędziem w rękach Chińczyków

Popularne posty